WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA

CO WARTO ZOBACZYĆ NA SAL?

Sal jest jedną z wysp archipelagu Wysp Zielonego Przylądka, ma 30km długości i 12km szerokości. Jest naprawdę niewielką wyspą i nie ma na niej zbyt wielu atrakcji turystycznych. Mimo wszystko wraz z nowymi znajomymi – Anitą i Filipem – uznaliśmy, że warto zobaczyć, to co jest i wynajęliśmy samochód na jeden dzień. Tak jak przewidywaliśmy jeden dzień w zupełności wystarczył, by zobaczyć najważniejsze atrakcje wyspy!

Główna droga na Sal.

Wyruszyliśmy z najbardziej turystycznej miejscowości Santa Maria, w której znajdował się nasz hotel. Miasteczko mieści się na południu wyspy, więc wycieczkę rozpoczęliśmy w kierunku północnym. Po około 10 minutach jazdy (byliśmy już w około 1/3 długości wyspy) pierwszy przystanek: Murdeira. Niewielka i prawdopodobnie jedyna miejscowość z ładnymi i zadbanymi domami. Cudowny widok na ocean to w każdym miejscu wyspy standard! Chwilkę pospacerowaliśmy, oczywiście kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej!

Murdeira

Kolejny przystanek po 15 minutach: PALMERIA. Główny port morski na wyspie, a także osada rybacka. Nawet gdybyśmy o tym nie przeczytali, od razu byśmy wiedzieli! Zapachu (jak kto woli: smrodu) ryb nie dało się nie poczuć.

Palmeira
Palmeira – osada rybacka.

 

Palmeira – osada rybacka.

W miejscowości warto zatrzymać się przy graffiti:

Cabo Verde – graffiti.
Człowiek i łódź.
Graffiti w Palmeira.

Dopiero w tej miejscowości zobaczyłam, jak wygląda prawdziwe życie na Sal. Warto było wyjechać z naszego pięknego hotelu, by zobaczyć, w jakich domach mieszkają lokalsi. Co prawda nie byliśmy w żadnym takim budynku wewnątrz, jednak dla mnie i tak te widoki z ulicy były wystarczająco przykre.

Domy w Palmeira.
Palmeira
Palmeira

Wracając do samochodu, mieliśmy obawę, czy stoi on nadal w miejscu, w którym go pozostawiliśmy, czy wsiądziemy do niego bez problemu, czy jednak będziemy musieli coś kupić od dość natrętnych pań. Na szczęście obyło się bez zakupu, a na samochodzie nie znaleźliśmy żadnych rys.

Mobilne sprzedawczynie.

Co więcej, bezpiecznie odjechaliśmy do głównej atrakcji wyspy, jaką jest Buracona, oddalona od Palmeiri ok. 6 km. Wspominałam już, że wyspa jest niewielka? Stąd też odległości między kolejnymi punktami są bardzo krótkie.

Buracona to miejsce znane również jako Blue Eye – naturalny basen, stworzony przez ocean w skałach wulkanicznych. O co w tym chodzi? Kiedy światło pada pod kątem prostym, woda zmienia kolor w magiczny turkus i to właśnie wtedy można zobaczyć tzw. „blue eye”. To jedyno z dwóch miejsc, gdzie musieliśmy kupić wejściówkę. Cena we wrześniu 2017 wynosiła 3 euro za osobę.

Blue Eye

To właśnie w Buraconie zaciekawiła nas pewna gra, więc postanowiliśmy przyjrzeć się jej z bliska. Niestety nie byliśmy w stanie dogadać się z panami, którzy w nią tam grali, ze względu na barierę językową! Na szczęście później w naszym hotelu dowiedzieliśmy się od jednego z kucharzy, że było to Ouri – popularna gra w krajach afrykańskich. Ouri to gra dla dwóch osób, do której potrzebna jest plansza tj. deska z 12 otworami i 48 ziaren Nickernuts (niestety nie znalazłam tłumaczenia tej rośliny w języku polskim). Z tego co nam powiedziano, w tę grę można grać na wiele różnych sposobów. Kucharz z naszego hotelu nauczył nas następujących reguł: gracze siadają naprzeciwko siebie, tak by każdy z nich miał po swojej stronie 6 dołków, w których znajdują się po 4 ziarna. Gracz rozpoczyna kolejkę zawsze ze swojej połowy. Wybiera dołek, z którego zabiera nasiona i wrzuca po jednym do każdego następnego otworu. Jeśli po rozłożeniu wszystkich ziaren, na polach przeciwnika zostaną 2 lub 3 ziarna, gracz zabiera je do swojej puli.  Celem jest zebranie jak największej liczby ziarenek. Jak to w każdej grze, zasady najlepiej wyjaśnia się na żywo, ale kiedy przyjdzie Wam zmierzyć się z lokalsami z Wysp Zielonego Przylądka, nie będziecie już tacy zieleni! Jak możecie się domyślić, rozgrywka trwa dość krótko, ale entuzjaści tej gry nigdy nie kończyli na jednej partii. Ostatniego dnia wakacji kupiłam piękną, drewnianą grę Ouri i zabrałam ją do Polski! Co prawda, graliśmy w nią tylko na lotnisku, oczekując na samolot, jednak oryginalna pamiątka pozostała!

Kolejny przystanek! Salinas de Pedra de Lume. To był prawdopodobnie najdłuższy odcinek naszej wycieczki. Z Buracony do Salinas jechaliśmy około 30 minut! Zażyliśmy tam kąpieli w solankach w kraterze wygasłego wulkanu. Woda była bardzo ciepła i oczywiście słona. Moje początkowe wrażenia były dość mieszane. Nie ukrywam, że nienaturalne było dla mnie, że woda była aż tak ciepła. Kolor tej wody też pozostawiał wiele do życzenia, jednak postanowiłam nie zwracać na to uwagi i zrelaksować się, unosząc się po prostu na wodzie! Koszt tej atrakcji to 5 euro na osobę (informacja na 09.2017). O czym nie można zapomnieć po wyjściu z tak słonej wody? Oczywiście o prysznicu! Ale nie tak prędko! Za prysznic trzeba dodatkowo zapłacić, więc miejcie ze sobą jakieś drobne! A i nie myślcie, że jak już zapłacicie to 1 euro to się wyprysznicujecie do woli! Po uiszczeniu opłaty, pani odkręciła kurek. Chwila moment i go zakręcała! Taka tam dodatkowa atrakcja na wyspie!

Salinas

Ostatni już punkt naszej wycieczki to Shark Bay. Dotarliśmy tam na koniec dnia, więc mieliśmy szczęście, że zastaliśmy jeszcze na miejscu Pogromcę Rekinów (chwilę po zakończonej misji z nami, zmył się domu). Jadąc do tej zatoki, warto zabrać ze sobą obuwie ochronne do wody. Istnieje możliwość wypożyczenia na miejscu, ale oczywistym jest, że buty lepiej mieć swoje! Pogromca Rekinów nie pobrał od nas żadnej opłaty za bycie naszym przewodnikiem w wodzie (może dlatego, że nasi znajomi wypożyczyli za opłatą obuwie). Jego rolą było zwabianie dla nas rekinów i wypatrywanie ich! Nie ma gwarancji, że rekin się pojawi! Nam się udało i podpłynął lub podpłynęły do nas naprawdę blisko. Nie wiem, czy to ten sam robił rundkę, ale kilka razy pojawił się naprawdę blisko nas!

Shark Bay

W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze do stolicy wyspy Espargos, jednak byliśmy już całkiem zmęczeni i zrezygnowaliśmy z jej zwiedzania. Tym bardziej, że nie znaleźliśmy żadnych informacji na temat tego, co warto zobaczyć w tym mieście.

Podsumowując naszą jednodniową wycieczkę po wyspie, byliśmy zadowoleni! Mimo niewielu atrakcji, powstał całkiem długi wpis (oczywiście za sprawą licznych zdjęć) :). Moim zdaniem warto wyrwać się na jeden dzień z hotelu i zobaczyć wyspę trochę z innej strony! A na pewno jeszcze zdążycie się zrelaksować po tej wycieczce nad brzegiem oceanu na pięknej piaszczystej plaży!

4 komentarze

    • angieanga

      Pani Doroto,

      Bardzo dziękuję za miły komentarz. Cieszę się, że wpis się Pani spodobał.
      Mam nadzieję, że będzie Pani częstym gościem na blogu.

      Pozdrawiam,
      Angelika

  • Alka

    Hej! Super wpis. Miło wrócić wspomnieniami do tego wyjazdu. Dla mnie absolutny „must”to były również żółwie nocą 😍 , off road po wulkanach, most w Santa Maria na którym rybacy rano oprawiają rybki i festiwal rozpoczynający sezon letni💃🏼 Wspaniałe miejsce , swietny czas ! Pozdrowienia dla Was kochani! 😘

    • angieanga

      Alka,

      Dziękuję za miłe słowa! 🙂
      Rzeczywiście atrakcje, które wymieniłaś, są także warte wspomnień.Niestety my nie wybraliśmy się na żółwie nocą, ani na off road, ale może kiedyś! 🙂 Super, że o tym napisałaś, bo może ktoś wybierze dla siebie którąś z tych atrakcji! Co do festiwalu to rzeczywiście mieliśmy szczęście, że byliśmy akurat w tym terminie!

      Pozdrawiamy również bardzo serdecznie <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *