WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA

WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA – SAL

SKĄD TEN POMYSŁ, BY NA TYDZIEŃ WAKACJI LECIEĆ 9H W JEDNĄ STRONĘ?

Wrzesień 2018. „Polowanie na wakacje” to u mnie tradycja. Miałam zaplanowany wyjazd we wrześniu, ale przeglądanie ofert, tak dla rozeznania się w temacie, rozpoczęłam pod koniec sierpnia. Wybrany kierunek: Wyspy Kanaryjskie. Która wyspa konkretnie, było to bez znaczenia. Jedyne wymagania to: bliskość plaży – max 1km, ale najlepiej przy hotelu, a także standard min. 4 gwiazdki. Sami widzicie, że wymagań zbyt wielu nie było. Zapomniałam dodać: CENA. Ze względu na wyjazd we wrześniu, oczekiwałam, że ceny, w porównaniu do sierpnia, spadną. Może nie jakoś bardzo znacząco, ale będzie taniej! Niestety ku wielkiemu zaskoczeniu, różnice w cenach między wyjazdami w sierpniu a we wrześniu były niewielkie. Dla jasności: w sierpniu patrzyłam na oferty „last minute” na terminy sierpniowe, a następnie we wrześniu ceny te porównywałam z takimi samymi ofertami „last minute” na terminy wrześniowe. Ceny nie spadały, za to oferty znikały, a do wymagań należało dodać: TERMIN– na szczęście miałam niewielkie widełki czasowe w zanadrzu. W jednym z biur podróży pracuje zaprzyjaźniona Pani Magda, z którą byłam w tamtym czasie w stałym kontakcie. Pani Magda monitorowała sytuację, znała  wymagania i oczekiwania. Kiedy zbliżał się deadline do wylotu, a na horyzoncie były może dwie oferty, które spełniały  kryteria, musiałam podjąć decyzję. Wtedy nastąpiła nieoczekiwana zmiana planów. Zamiast na Wyspy Kanaryjskie, postanowiłam polecieć na Wyspy Zielonego Przylądka! Na szczęście nie były tam wymagane ani zalecane żadne szczepienia.

PODRÓŻ

Jak już Wam wcześniej zdradziłam, lot trwał prawie 9 godzin, z międzylądowaniem w Barcelonie.  Całkiem długo, prawda? Weźmy jeszcze pod uwagę, że lecieliśmy standardowym samolotem, wyczarterowanym przez biuro podróży.

Przed wylotem nawet nie pomyślałam o wykupieniu miejsc z dodatkową przestrzenią na nogi! Będąc już na pokładzie samolotu zauważyłam, że pierwszy rząd po lewej stronie jest wolny. „A może by tak zapytać, czy można się tam przesiąść? Choć pewnie powinno się było wykupić to miejsce podczas check-in”. Mimo wątpliwości, postanowiłam zapytać. Pierwsza pani stewardessa, która akurat mijała mój rząd, nie była przekonana i oczywiście poleciła, aby zapytać szefa personelu pokładowego. Ok, żaden problem, poszłam i zapytałam. Co prawda, pan także nie był zachwycony moim pomysłem, ale uśmiech zadziałał i 15 minut po starcie dostałam sygnał, że mogę się przesiąść. Juhu!

Komfort był o wiele większy, głównie ze względu na dodatkową przestrzeń na nogi. Nie zmienia to faktu, że podróż była dość długa, ale emocje i ekscytacja, które mi towarzyszyły na myśl o wakacjach w tak odległym miejscu, nie pozwoliły mi narzekać. Co więcej, nadrobiłam prawie cały sezon Narcosa!

POMYŁKA CZY NIESPODZIANKA

Po wylądowaniu, jak to zwykle bywa, gdy wykupuje się wakacje w biurze podróży, udałam się do stanowiska rezydenta w celu odebrania „pakietu powitalnego”. Następnie ruszyłam do autokaru, który miał zawieźć gości do hotelu: Oasis Atlantico Belorizonte****. Drobna poprawka: to nie były autokary, a autobusiki z przyczepkami, do których ładowane były walizki.

Autobusy na Sal.

W drodze do autobusu otworzyłam kopertę, którą przed momentem odebrałam od pani rezydent. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo się zdziwiłam, gdy znalazłam kartę zakwaterowania do hotelu innego niż miałam wykupiony. Pomyślałam, że ta karta prawdopodobnie znalazła się tam przez pomyłkę, choć w mojej głowie tliła się cichutka nadzieja, że może to nie jest pomyłka. Dlaczego nie chciałam, by nie była to pomyłka? Bo ta karta była do hotelu 5-gwiazdkowego! Pomyślałam, że może znów mam overbooking (przecież kupowałam jeden z ostatnich pokoi). Dlaczego napisałam, że znów? Miałam podobną przygodę na Rodos, ale o tym pojawi się osobny wpis.  Wracając do pięciu gwiazdek, informację tę należało zweryfikować u pani rezydent i wyjaśnić kwestię tego formularza. Po kilku minutach było już jasne: w hotelu, a konkretnie w kilku bungalowach była jakaś awaria, w związku z czym kilku gości zostało przeniesionych do hotelu obok Oasis Atlantico Salinas Sea*****– ta sama sieć, ale standard o gwiazdkę wyższy. Moja radość była nie do opisania. Pierwsze wakacje w Afryce i to jeszcze w 5-gwiazdkowym hotelu!

KUCHNIA

Mimo 5-gwiazdek, muszę przyznać, że trochę obawiałam się jedzenia z bufetu. Korzystałam głównie z usługi show cooking, podczas której widziałam, jak kucharz przygotowuje i podaje jedzenie bezpośrednio, tzn. że nie leży ono i czeka, aż ktoś je zje. Skąd takie zachowanie? Otóż, utrapienie w restauracjach: wszechobecne muchy przy jedzeniu. Bleee. Oprócz show cookingu, zamawiałam prawie codziennie pizzę. Wypiekali świeżutką i podawali do stolika, dlatego też zdecydowanie wolałam dania, które były przygotowane specjalnie dla mnie, choć doskonale wiem, że muchy wcześniej mogły latać przy surowych produktach. Miałam jednak nadzieję, że temperatura zabijała wszystkie możliwe bakterie czy wirusy. Na szczęście ani ja, ani też nikt z naszego turnusu z polskiej ekipy nie zatruł się ani nie nabawił jakiś poważnych sensacji żołądkowych. Jednak na wszelki wypadek warto zaopatrzyć się w leki typu Stoperan czy Nifuroksazyd, które i ja ze sobą miałam.

Jeśli chodzi o wodę, należy pić tylko butelkową. Ja także z wrodzonej przezorności wodę butelkową stosowałam do mycia zębów. W moim hotelu butelki z wodą były dostępne zarówno w restauracjach jak i w barach.

PLAŻA I OCEAN

Plaża jak z bajki! Hotel znajdował się w miejscowości Santa Maria, która słynie z pięknej, piaszczystej i szerokiej plaży. Jestem fanką piaszczystych plaż, więc ta była dla mnie wymarzona! Woda w oceanie cieplutka, ale nie „zupa” i cudownie błękitna!

Plaża Santa Maria.

Serwis plażowy hotelowy, bezpłatny. Na leżakach spędzałam naprawdę mało czasu, bo głównie dnie mijały mi w oceanie – na zabawach z mega falami, na spacerach brzegiem oceanu lub na aktywnościach sportowych. Dzielnie brałam udział w zajęciach fitness, co w tym upale wcale nie było taką prostą sprawą, ale dzięki temu, mogłam sobie pozwolić na codzienne jedzenie pizzy i makaronów.

Plaża, ocean i skoczek.

PODSUMOWANIE

Wiele osób dziwiło się, że poleciałam na Wyspy Zielonego Przylądka tylko na tydzień, kiedy podróż zajmowała 9h w jedną stronę. Mimo tych wielu godzin spędzonych w samolocie, wróciłam bardzo zadowolona, ponieważ podróż nie była wcale taka męcząca, a co więcej na Sal zdążyłam wypocząć, poleniuchować i zwiedzić to, co było do zwiedzenia.

Za kilka dni pojawi się wpis z wycieczki objazdowej po wyspie, także stay tuned! 🙂

Sal.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *